Planujesz świniobicie? Pilnuj tucznika!

Coraz więcej popularnych "chińczyków"

Osoby mieszkające na wsi mają o tyle dobrze, że wielu hodowców trzody chlewnej to rzeźnicy (masaże). Często bywa tak, że kupujemy od hodowcy świnię i zlecamy masażowi jej ubój, rozbiór i stworzenie wyrobów. Masaż wykonuje robotę, my mu płacimy i zabieramy wyroby do domu. A czy ważymy wszystkie wyroby? Czy w ogóle ważymy świnię po uboju? Hmm … nikt nie zwraca na to uwagi. A to ważne.

Jeśli znacie rzeźnika o świetnej opinii, to zapewne tworzy on znakomite wyroby, ale jest przy tym złodziejem. Dobry rzeźnik wie jak zdobyć klienta kosztem skradzenia mu mięsa. Tworzy on wyroby wedle tradycyjnych receptur i sam ubój (świniobicie czyli cały proces) jest kosztowny. Im droższy rzeźnik, tym większy złodziej. Przekonało się o tym wielu. Jeśli kupujecie świniaka to zważcie go przed wywozem do masaża. Kiedy masaż zabije świnię i upuści z niej krew, to zważcie ją po raz drugi. Tych części świni, które nie będą potrzebne do wyrobów jest maksymalnie 20 kilogramów (kości z ryja plus wszystkie jelita, plus 2 kilogramy nieużytecznych części żołądka). Jeśli tucznik ważny 120 kilogramów, to odbierając wyroby powinniśmy mieć ich około 100 kilogramów (odliczamy kości z ryja a doliczamy kaszę potrzebną na kaszankę).

Drogi rzeźnik broni się smakiem swoich wyrobów, ale przy tym kradnie sporo dobrego mięsa. Mało który zleceniodawca uczestniczy w trakcie świniobicia, dlatego masaż może bardzo łatwo ukraść trochę mięsa. Nie pamiętam gdzie znalazłem tą informację, ale podano w mediach, że aż 80% rzeźników kradnie aż 10 kilogramów mięsa! Jaki z tego wniosek? Jak zlecacie świniobicie, to czuwajcie nad całym procesem. To trochę kosztuje …

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.